Szło, szło.
szło słowo, szło,
szło przez noc,
chciało świecić, chciało świecić.
Popiół.
Popiół, popiół.
Noc.
Paul Celan, Przez ciasną bramę
† † † ROZDZIAŁ 1 † † †
Księżycowy blask odbijał się w oku konika na biegunach i w oku myszki, kiedy Tolly wyjął ją spod poduszki, aby obejrzeć. Zegar tykał i zdawało mu się, że pośród ciszy nocnej słyszy tupot małych bosych stópek po podłodze, potem chichot i szepty i coś jakby odgłos przewracania kart dużej księgi.
Lucy M. Boston, Dzieci z Green Knowe
Był to ciemny jesienny dzień i padał deszcz - drobny, szemrzący deszcz. Był to tak lekki dźwięk jakby ktoś stukał w szybę delikatnymi paluszkami. Gdzieś na zewnątrz ujadało jakieś zwierze lub po prostu Poltergeist harcował w innej części Hogwartu, a Pat oparłszy głowę na ręce znudzona słuchała głosu nauczyciela. Od jakiegoś czasu, dokładniej od dwóch tygodni, była w stanie odrętwienia i wpadała w stan lekkiej depresji - zwłaszcza na zajęciach.
- Nudy, nudy, nudy. - mruczała pod nosem i położyła się na ławce używając książki od historii magii jako poduszki. Zamknęła oczy. Twarda okładka uwierała ją w ramię, lecz dziewczyna nie zmieniła pozycji.
- Co ci jest? - zapytała się jej przyjaciółka dźgając ją palcem między żebra. - Źle się czujesz? Może zaprowadzę cię do SS?
- Nic mi nie jest ... Nie przejmuj się mną Moon. - odparła dziewczyna i podniósłszy się z ławki przeciągnęła się i założyła z powrotem na nos okulary. Spojrzała na przyjaciółkę swoimi brązowymi, teraz smutnymi oczami znad okularów. - Nie można mieć deprechy i nudzić się na lekcjach?
- No wiesz. - Carolin zrobiła obrażoną minę, lecz zaraz znów dźgnęła palcem koleżankę, tak, że tamta, aż syknęła z bólu. - Uważaj, bo zaraz ja wpadnę w depresję i jeszcze pożałujesz, że zaczęłaś tak smęcić. Co z tobą jest? - spytała blondynka po chwili z wyrzutem. - Zwykle tryskasz humorem i ciągle się uśmiechasz szczerząc zęby, a od dwóch tygodni nawet pogadać z tobą nie można. Umarł ktoś czy co?
- Matko Boża, Jezu Chryste i wszyscy święci! - powiedziała trochę głośniej niż należało, bo inni uczniowie się na nią obejrzeli, lecz nauczyciel nadal prowadził swój monolog. - Czepiasz się jak rzep psiego ogona! Jak ty jesteś w dołku to też mi tym nie mówisz, a jak już to nie chcesz powiedzieć dlaczego, a ja mam z tobą o tym gadać?
- No tak! Kruczę, jestem twoją przyjaciółką od ponad 12 lat i chyba możesz mi powiedzieć co ciebie gryzie. - drążyła dalej.
- Jestem nieszczęśliwa, zadowolona?! - wykrzyknęła mocno już wkurzona Pat i wstała tak gwałtownie, że wywróciła krzesło. Spojrzała gniewnie na przyjaciółkę, złapała za swoją torbę i rzucając w stronę nauczyciela zdawkowe "Idę do Skrzydła Szpitalnego" wyszła z sali.
Zaczęła przemierzać korytarze zmierzając w byle jakim kierunku. Przechodziła przez tajne przejścia, a nogi same niosły ją mniej więcej w kierunku sali wejściowej.
- Czasem żałuję, że dostałam się do Gryffindoru. - pomyślała i pchnęła duże dębowe odrzwia. Gdy była już na dworze zauważała, że przestało padać i słońce niezwykle mocno jak na tą porę roku zaczęło przygrzewać.
Był początek października. Niedawno zaczął się jej trzeci rok nauki w Hogwarcie. Uczyła się nieźle i od tego roku zaczęła uczęszczać na prawie wszystkie przedmioty, lecz oczywiście nie pobiła swojej koleżanki Hermiony, która była na tym samym roku i która chodziła na wszystkie .
Pat bardziej otuliła się połami czarnej szaty narzuconej na mundurek. Szła przez podjazd i skierowała się na błonia. Trochę zmarzły jej nogi, chociaż miała ciepłe wełniane podkolanówki. Miała również lodowate dłonie, ale tak było zawsze. Zawsze miała zimne ręce. Z tego powodu jej mama nazywała ją „Żabką".
Doszła do jeziora i usiadła na jednym z miarę suchych kamieni przy brzegu, kładąc obok niego swoją torbę. Wyjęła z kieszeni szaty mały zeszycik i "ogryzek", czyli jej ulubiony niebieski, nie wymagający ostrzenia ołówek. Otworzyła zeszyt w miejscu, gdzie był jej ostatni wpis i przeczytała.
Londyn, 28 sierpnia 1994 roku
Drogi Pamiętniczku!
Nie mogę się doczekać powrotu do Hogwartu! A dlaczego? Bo po prostu nie wytrzymuję już w domu! Jak mam ciągle słuchać jak mama kłóci się z babcią lub wysłuchiwać impertynencji Rosy to już wolę wysłuchiwać prof. Binnsa i jego wkładów o represjach wobec goblinów! Jestem taka nieszczęśliwa ...
Pat Folchart
Dziewczyna przez chwilę wpatrywała się w swój podpis. Zastanawiała się co napisać i przyłożyła grafit "ogryzka" do kartki. Po chwileczce jej myśli spłynęły na papier niczym deszcz na ziemię.
Hogwart, 6 października 1994 roku
Drogi Pamiętniczku!
Rok szkolny już się zaczął. Przed chwilą pokłóciłam się z Carolin. Już sama nie wiem o co. I to mnie przeraża. Coraz częściej się z nią kłócę, a tak bardzo tego nie lubię. Czyżby to oznaka, że oddalamy się od siebie? Mam nadzieję, że nie ...
Psia krew! Jak ja nie znoszę siebie! Od kilkunastu dni ciągle na wszystkich psioczę i jestem ciągle rozdrażniona. Pochlipuję po kontach. Wpadłam w depresję i mam dość siebie samej ... Ja chcę do mamy! ;(
Szkoda, że nie potrafisz mówić. Może coś byś mi poradził, bo tak bardzo potrzebuję teraz czyjejś rady ... nawet nie wiesz jak bardzo ...
Pat Folchart
Spojrzała na to co napisała. Ten wpis zajął jej całą stronę. Z westchnieniem zamknęła zeszyt i odgarnęła z twarzy brązowe loki. Była trochę podobna do Hermiony, przez co przez pół pierwszej klasy wszyscy brali ją za jej siostrę. Jednak istniały między nimi różnice: Pat miała znacznie delikatniejsze rysy i nie miała piegów, jak również miała bardziej dziewczęcą budowę i była od Granger o 2 cale wyższa.
- Eh, zimno mi. - westchnęła i chwyciwszy ramię torby wstała z kamienia. Zaczął wiać lekki wietrzyk rozwiewając jej długie do połowy łopatek włosy, a ona pokręciła głową tak, że zaczęły one jeszcze bardziej falować na wietrze. Lubiła to uczucie. Czerpała przyjemność z tego uczucia jakby wiatr rozczesywał jej włosy.
"Chyba czas wracać, bo zaraz zaczną się eliksiry, a może zrobię sobie wolne?" - pomyślała zmierzając w kierunku zamku i usłyszała, jakby z oddali dźwięk dzwonu oznajmiającego koniec zajęć.
***
- Pat?! Zaczekaj na mnie! - zawołała za nią Moon, gdy dziewczyna miała już wejść w korytarz prowadzący do lochów.
- No, czekam. - spojrzała za przyjaciółką, a ta po chwili była przy niej zziajana od biegu. Dziewczyny spojrzały po sobie i po chwili jednocześnie powiedziały rzucając się sobie w ramiona. - Przepraszam! To moja wina!
- Nie to moja wina. - Carolin chciała postawić na swoim i wzięła Folchart pod ramię i razem poszły w stronę lochów. - Nie powinnam naciskać ...
- A ja nie powinnam być taka uszczypliwa. - przerwała jaj brunetka i odgarnęła włosy z twarzy. - W końcu jesteś moja psiapsiółką i się martwiłaś o mnie, co nie? - spytała i lekko się uśmiechnęła, po raz pierwszy od dłuższego czasu.
- Acha. - przytaknęła jej blondynka i jej niebieskie oczy zalśniły z uciechy, że udało jej się wywołać uśmiech na twarzy najlepszej przyjaciółki.
- Czy Binns się czepiał, że wybiegłam z sali? - spytała się Pat, gdy już podeszły pod salę od eliksirów.
- Nie. Nawet nie zauważył jak wyszłaś.
- Jak zwykle! - powiedziały po chwili jednocześnie i zaśmiały się.
- Co wam tak wesoło? - spytał się stojący niedaleko Weasley, a Folchart lekko się zarumieniła - podkochiwała się w nim od gdzieś tak połowy pierwszej klasy, gdy go w końcu raczyła zauważyć.
- A co nie wolno? - odburknęła uśmiechnięta Moon - jej początkowo chłopak nie przypadł do gustu, lecz ze względu na Pat nawet go tolerowała, a z czasem go polubiła. Uwielbiała mu dogryzać. - Chyba wolisz, żebyśmy się śmiały, a nie na przykład płakały, co nie Ronusiu? - powiedziała blondynka wymawiając imię chłopaka pieszczotliwie, na co on zawsze reagował zawsze tak samo - najpierw się czerwienił, a później się wściekał, że zwraca się do niego jak do małego dziecka. Oczywiście tak było i tym razem.
- Przestań mnie w końcu tak nazywać! - wykrzyknął czerwony na twarzy Weasley. - Co ja jakiś bobas jestem czy co?
- Co za słodkie bobo. - powiedziała łapiąc rudowłosego za policzek, tak jak przykładowo to robią starsze panie na widok maluśkiego dziecka. Jak zwykle Carolin nie przepuściła okazji, by mu dokuczyć.
- Ej! Odczep się! I wara od mojego policzka i innych części ciała, bo jeszcze na szczuję na ciebie Hermionę! - zagroził wymachując dziewczynie palcem przed nosem i wszedł do sali, bo właśnie rozbrzmiał dzwon oznajmiający początek dwóch godzin tortur ze Ślizgonami.
***
- Eh, jak ja nienawidzę eliksirów! - westchnęła Moon i założyła swoim starym zwyczajem ręce za głowę. - Zawsze po nich śmierdzę jakimiś paskudztwami.
- Przykrość wielka, eliksiry są obowiązkowe do chyba piątej klasy, jeśli się nie mylę. - Pat starała się ją pocieszyć, lecz nie zbyt jej to wyszło.
- Jeszcze dwa lata mordęgi z tym przerośniętym nietoperzem! - Carolin teatralnie przyłożyła nadgarstek do czoła i głośno "zaszlochała".
- Czy ty nigdy nie możesz być poważna? - dziewczyna spojrzała na przyjaciółkę ze zdziwieniem połączonym z niedowierzaniem. - Jeszcze trochę, a zaczniesz szlajać się z bliźniakami i wysadzać kible.
- Za to ty powagi masz za nas troje. - dogryzła jej i pomachała w kierunku swojej starszej siostry, która wychodziła z klasy transmutacji. Debora to zauważyła i odmachała jej uśmiechając się szeroko i wróciła do rozmowy ze swoim aktualnym chłopakiem Cedrikiem Digorry.
- Skąd ona bierze siły na tych wszystkich chłopaków? - zastanowiła się Folchart patrząc w ślad za oddalającą się parą.
- A bo ja wiem? - Moon wzruszyła ramionami. - To co, że to moja siostra, ja z nią tylko mieszkam. Z resztą, ona zawsze była dziwna ... - podrapała się po policzku patrząc na siostrę, do której była bardzo podobna, tylko, że tamta miała szare oczy. - Dlatego też trafiła do Huffelpuffu, a nie jak reszta rodziny, która od pokoleń trafia do Gryffindoru.
- Taaa ... kosmitka z niej. - zaśmiała się w odpowiedzi brunetka i zdjęła okulary z twarzy - używała ich tylko do czytania, bo nie widziała liter z bliska, ale tak to miała nawet bystry wzrok. - Powiedz ty mi ... - zaczęła nagle poważnym głosem i zmarszczyła brwi. - Co to na brodę Merlina za dziewczyna gada z Ronem? - dziewczyna zacisnęła rękę na okularach, aż się wygięły. - I jeszcze śmie go macać! Bezczelna Krukonka!
- Uspokój się. - Carolin złapała ją za rękaw, bo Pat już chciała podejść do rozmawiającej pary. Spojrzała w kierunku dziewczyny, w którą jej przyjaciółka wpatrywała się z rządzą mordu. - To tylko jakaś dziewczyna z pierwszej klasy. - po chwili spojrzała na brunetkę ze zdziwieniem. - Boże, ty masz na jego punkcie obsesję!
- Kto? Ja? Nie bądź śmieszna! - dziewczyna umknęła wzrokiem w bok. Podrapała się po nosie i zaczęła bawić się kosmykiem włosów. - Nie mam na niczyim punkcie obsesji.
- To powiedz mi dlaczego omal nie poleciałaś wydrapać oczy tej małej? Jeśli nie miałaś zrobić czegoś gorszego. - Moon oskarżycielsko wymierzyła w nią palcem.
- Och, przesadzasz. - dziewczyna machnęła na to ręka. - Najwyżej bym jej połamała ręce i nogi. Wyszła by z tego. - powiedziała po chwili patrząc za oddalającą się Krukonką.
- Z kim ja się zadaję. - westchnęła i pociągnęła przyjaciółkę w kierunku szklarni. - Choć czubie, roślinki czekają!